fbpx

DOTYK, KTÓRY UZDRAWIA. CO NA TO NAUKOWCY I LEKARZE ?

Z energią emitowaną z dłoni Tadeusza Ceglińskiego zapoznało się wielu wybitnych i znanych profesorów medycyny
podczas wizyt bioenergoterapeuty w lecznicy Ministerstwa Zdrowia w Konstancinie,  
Towarzystwie Lekarskim Warszawskim w Warszawie i Śląskiej Akademii Medycznej.  



Prof. dr Ryszard Borowski (rewalidacja) był zaskoczony, kiedy po raz pierwszy zobaczył tłum oczekujących na spotkanie z Ceglińskim. – Ci ludzie naprawdę wierzyli w jego moc uzdrawiania – mówi. – Ale czy kiedyś będą mogli powiedzieć: „On mi pomógł”? Spróbowałem znaleźć odpowiedź na to pytanie. W tym celu została stworzona grupa badawcza: 75 osób dwa razy w miesiącu, przez cztery dni uczestniczyło w spotkaniach z Tadeuszem Ceglińskim. Każdy z nich musiał prowadzić pamiętnik, zobowiązał się również nie przerywać konwencjonalnego leczenia. Niezależnie od tego studenci przeprowadzili ok. 900 ankiet z ludźmi, którym dotyk rąk Ceglińskiego pomógł wrócić do zdrowia. Eksperyment ten obserwowali moi koledzy: Jerzy Wyrzykowski z Komitetu Badań Naukowych oraz Jacek Zabłocki i Józef Półturzycki z Uniwersytetu Warszawskiego”.
    
Prof. Jacek Zabłocki: Spotkałem się z cierpiącymi ludźmi, którzy po raz pierwszy przychodzili do Tadeusza Ceglińskiego. Potem widziałem, jak ich stan zdrowia się poprawiał. Ze łzami w oczach pokazywali wyniki badań – dowód, że choroba się cofa. Nie potrafię odpowiedzieć, co sprawia, że jego dotyk działa. Być może, Tadeusz Cegliński w nieznany sposób uruchamia siły obronne chorego organizmu. Dlaczego? To pytanie wciąż czeka na odpowiedź”.
 
Prof. Józef Półturzycki: Cierpię na chroniczne zapalenie żyły w nodze na tle cukrzycowym. Ataki ustępują dopiero po serii zastrzyków i zabiegów medycznych. Przy kolejnym nawrocie choroby poddałem się terapii pana Tadeusza Ceglińskiego. Po trzech zabiegach dolegliwości ustąpiły. I w dodatku zdecydowanie lepiej się czuję. Rozmawiałem też z ludźmi, którym medycyna konwencjonalna nie miała już nic do zaoferowania. Pan Cegliński przywrócił im zdrowie. Nie wiem jak to wytłumaczyć”.
 
Prof. Jerzy Wyrzykowski: Z ciekawości naukowca zgodziłem się obserwować eksperyment. Przyglądałem się temu, co nazwałbym „fenomenem Ceglińskiego”, i jestem przekonany, że potrzebne są szerokie badania z udziałem naukowców z różnych dziedzin. Nie można udawać, że skoro coś jest nie zbadane – nie istnieje”.
 
Prof. Borowski przygotowuje książkę, w której omówi eksperyment. – Z pobieżnej analizy wynika, że dotyk rąk Tadeusza Ceglińskiego jest skuteczny na choroby układu krążenia, nowotworowe, cukrzycę, alergię i wiele innych. Ale czy na wszystkie, jeszcze nie wiemy – mówi prof. Ryszard Borowski. – Kilka przypadków zrobiło na mnie duże wrażenie. Przede wszystkim 14-letni Tomek z ogromnym garbem. Nie chodził, nie mógł ruszać rękami. Na terapie matka go przynosiła. Podczas trwania eksperymentu garb zmalał o połowę, chłopiec zaczął poruszać rękami i nogami. Dalej nie chodzi. Ale to, co się z nim dzieje, to zdumiewająca sprawa. Dlaczego dotyk tego bioenergoterapeuty ma taką moc?”
 
Dr Zygmunt Filipowicz, ordynator Lecznicy Ministerstwa Zdrowia: „Od lat obserwuję działalność Tadeusza Ceglińskiego. Zainteresowały mnie – absolutnie niemożliwe z punktu widzenia medycyny – całkowite wyzdrowienia. Zbieram dokumentacje do opracowania naukowego. Jako przewodniczący Rady ds. Niekonwencjonalnych Metod Terapii przy ministrze zdrowia mam nadzieję, że może uda się wreszcie doprowadzić do rzetelnych badań, które zweryfikują ludzi zajmujących się różnymi formami terapii naturalnej. Dzięki temu będzie można wyeliminować spośród nich hochsztaplerów, a ludziom, którzy rzeczywiście mogą pomóc, znaleźć należne miejsce obok, a może razem z lekarzami. Przecież chodzi o dobro chorego człowieka”.

 

Wszystkie cytaty pochodzą z tygodnika „Pani domu” nr 31 z 29 lipca 1998 r. z artykułu Jolanty Pilipczak „Naukowcy mówią: Jego dotyk uzdrawia. Dlaczego? Nie wiemy”.


Udzielając wywiadu do wydanej przez MADA PRES & STAPIS w 1997 roku książki „PRZEZ DOTYK” PRAWDZIWA HISTORIA ŻYCIA I PRACY BIOENERGOTERAPEUTY TADEUSZA CEGLIŃSKIEGO, powiedzieli:

 Tadeusz Ceglinski i dr nauk med. Zygmunt Filopowicz



Dr Zygmunt Filipowicz, ordynator Lecznicy Ministerstwa Zdrowia, przewodniczący Rady ds. Niekonwencjonalnych Metod Terapii przy ministrze zdrowia: 

„Gdyby istniał Poczet healerów Polskich, Tadeusz Cegliński z pewnością zajmowałby w nim poczesne miejsce. A pierwsze i jedyne w kategorii tych, których zdolności uzdrowicielskie potwierdzone zostały badaniami naukowymi, pod którymi podpisały się nie tylko polskie lekarskie autorytety. Ten bioenergoterapeuta, który w swoim Centrum Terapii Naturalnej w Tychach codziennie dokonuje cudów, w przywracaniu ludziom zdrowia należy bowiem do tych nielicznych uznanych przez świat medycyny. Ale tylko nad nim, nad jego zdolnościami, prowadzi się regularnie badania. Lekarze współpracują z nim, uważnie przy tym obserwując: może to właśnie za jego sprawą uda się wreszcie wyjaśnić mechanizm zjawiska zwanego uzdrawianiem? Bioenergoterapia jest faktem, jej istnienia dowodzą coraz to nowe przypadki osób, wobec których medycyna konwencjonalna jest bezradna, a którym dłonie Tadeusza Ceglińskiego przywróciły zdrowie. Jak to się dzieje? Dla nauki to wciąż jeszcze zagadka. Lecz dla jego pacjentów to akurat najmniejszy problem. Oni oczekują jego pomocy i ….  otrzymują ją”.



Doktor Mirosław Reterski
„Uważałem, że stan mojego pacjenta jest nieuleczalny”


„Doktor Mirosław Reterski jest dyrektorem Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Częstochowie i jednocześnie zastępcą ordynatora szpitala w Blachowni. Z Tadeuszem Ceglińskim zetknął się przez jednego ze swoich pacjentów, u którego nastąpiło całkowite cofnięcie się schorzenia, uznanego już przez lekarzy za trwałe. Historia owego pacjenta jest dla nas wszystkich w szpitalu niewytłumaczalna – mówi doktor Reterski. – Trafił on do nas po wypadku, w którym doznał złamania przezkrętarzowego uda oraz pourazowego uszkodzenia nerwu strzałkowego prawego. Uczestniczyłem w operacji tego pacjenta, w efekcie której udało się dokonać zespolenia uda. Udo wkrótce bezproblemowo się zagoiło i choremu powrócił pełny zakres ruchów w stawie biodrowym. Natomiast uszkodzenie nerwu strzałkowego okazało się bardzo poważne i wykazywało cechy uszkodzenia trwałego, co ostatecznie potwierdziło badanie EMG. W rezultacie pacjent mógł poruszać się samodzielnie, ale nie były możliwe ruchy grzbietowe i podeszwowe, czyli ruchy przodostopia do góry i w dół. Mówiąc bardziej obrazowo, było to po prostu opadanie stopy, powodujące upośledzenie chodzenia; pacjent bardzo wyraźnie utykał. Przez kilka miesięcy prowadziliśmy z nim intensywną rehabilitację, równolegle z fizykoterapią i leczeniem farmakologicznym, ale efekt był wysoce niezadawalający – nie udało się przywrócić sprawności nerwu. Tak więc pacjent został zakwalifikowany do noszenia specjalnie dostosowanego obuwia podtrzymującego stopę. Po długim czasie wytrwałej współpracy ze strony pacjenta, zniknął on nagle z naszego pola widzenia. Myślę, że przestał wierzyć, iż możemy mu pomóc. Po kilku miesiącach spotkałem go przypadkowo – i nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Zademonstrował mi bowiem pełny zakres czynności swojej prawej stopy – z łatwością wykonywał zarówno ruchy grzbietowe i podeszwowe. Zdumiony zapytałem go o przyczyny tej prawdziwie cudownej zmiany i usłyszałem, że w ostatnim czasie złożył siedem wizyt pewnemu bioenergoterapeucie. Tak oto po raz pierwszy usłyszałem o Tadeuszu Ceglińskim. Postać tego człowieka ogromnie mnie zaintrygowała. Pracuję w pogotowiu ratunkowym, mam na co dzień do czynienia z różnymi urazami i mniej więcej wiem, co w medycynie jest możliwe, co prawdopodobnie, a co raczej niewykonalne. Uszkodzenie nerwu strzałkowego, z wszelkimi cechami uszkodzenia trwałego, oporne na wielomiesięczne leczenie i rehabilitację – wydawało mi się już nieodwracalne. Tymczasem pacjent swobodnie wykonywał przed moimi oczyma dowolne ruchy stopą, nie doznając przy tym żadnego bólu ani wysiłku. Postanowiłem sprawdzić, kim jest ten Tadeusz Cegliński. Tak się złożyło, że wkrótce potem doktor zetknął się z jeszcze jednym pacjentem swojego szpitala, który także przyznał się do terapii prowadzonej – z pozytywnym efektem – u Tadeusza Ceglińskiego. Zachęcany tymi przykładami doktor wybrał się do Tych. […]. Przed poznaniem Tadeusza Ceglińskiego raczej nie wierzyłem w skuteczność medycyny niekonwencjonalnej – wspomina doktor - choć czytywałem na ten temat różne artykuły i oglądałem sporo programów. Z jednej strony fascynowały mnie np. bezkrwawe zabiegi kahunów na Filipinach, a z drugiej strony w swojej własnej pracy stykałem się raczej z ofiarami różnych naszych uzdrowicieli, zwłaszcza podczęstochowskich kręgarzy i „nastawiaczy”, których działania musieliśmy potem naprawiać w szpitalu. Toteż gdyby nie tamten oglądany na własne oczy przypadek uzdrowienia nerwu, zapewne nadal pozostawałbym nieufny. Pierwsze zetknięcie z Tadeuszem Ceglińskim wspominam bardzo pozytywnie. Okazało się, że można z nim rzeczowo porozmawiać, nie ma żadnych cech szamana czy guru, nie stosuje też sugestii w żadnej postaci. […]. Pytamy doktora, czy jego chłodny, lekarski umysł nie buntuje się takim bioenergoterapeutycznym praktykom. Wręcz przeciwnie; skoro jest tak wyraźny dowód, że energia przekazywana przez pana Ceglińskiego sprzyja procesom leczenia, byłbym raczej za jego współpracą z lekarzami. […]. Działanie pana Ceglińskiego jest najprawdopodobniej działaniem na układ immunologiczny i jako takie może przyspieszyć proces zdrowienia. […]. Myślę, że takie wspólne działanie pana Ceglińskiego i lekarzy miałoby dla medycyny kapitalne znaczenie”.

 

Doktor Józef Puzio

„Zawsze będę wdzięczny panu Tadeuszowi”

„Klinika Chirurgii Ogólnej i Naczyń Śląskiej Akademii Medycznej. W swoim gabinecie adiunkta przyjmuje nas doktor Józef Puzio. Tylko tu możemy z nim porozmawiać, gdyż on sam wizyt w CTN już nie składa, mija właśnie czwarty rok, odkąd ustąpiły jego dolegliwości i do dziś nie powróciły, mimo, że przedtem gnębiły go przez 13 lat. To co wówczas się ze mną działo było przepotworne – mówi doktor. – Nikt, czyim udziałem nie było to schorzenie, nie potrafi sobie tego nawet wyobrazić. Toteż moja wdzięczność dla pana Ceglińskiego jest wciąż równie życzliwa jak cztery lata temu i wiem , że w przypadku jakichkolwiek ewentualnych dolegliwości będzie to pierwsze miejsce, do jakiego się udam. Pomógł mi bardzo skutecznie. Cierpienia doktora rozpoczęły się jeszcze 1976 roku. Były to silne napadowe bóle głowy nieznanego pochodzenia i o dziwnym przebiegu, bo atakujące tylko jedną stronę głowy, za to wraz z okiem i przewodem nosowym. Miało minąć jeszcze wiele lat, zanim choroba ta została prawidłowo rozpoznana – jako tzw. Zespół Hortona. Jest to choroba neurologiczna - mówi doktor. – Bardzo dziwna, bo występuje okresowo. Ataki bólowe następują cyklicznie, kilka razy na dobę, przez 6 do 8 tygodni. Zwykle dzieje się dwa razy w roku, wiosną i jesienią. […]. Taki atak bólu trwa 20-30 minut i nie ma sposobu, by złagodzić go jakimiś środkiem przeciwbólowym – zupełnie nic nie działa. […]. Naprawdę nie zrozumie tego nikt, kto tego nie doświadczył. A ja sam choć jestem lekarzem , byłem w swoim cierpieniu bezradny. […]. I wtedy właśnie koleżanka lekarka powiedziała doktorowi o Tadeuszu Cegliński. Sama jeździła do Tych z chorym mężem i namówiła kolegę, by także spróbował. […]. To co od początku spodobało mi się w panu Tadeuszu to jego zalecenie, bym nie odstawiał leków. Wyraźnie zaznaczył, że jego terapia jest uzupełnieniem leczenia medycznego i że on go nie zastępuje. Wielki to kontrast z rzeszą szarlatanów, którzy odciągają pacjentów od lekarzy. Także sama terapia bardzo mnie zaskoczyła, gdyż podczas dotyku rąk pana Tadeusza czułem wielkie ciepło, lecz nie w miejscu gdzie przykładał dłonie, ale w środku głowy, gdzieś wewnątrz. Gdy mu o tym powiedziałem odparł, że to bardzo dobrze, ale dodał, że ból nie opuści mnie jeszcze całkowicie – i zaprosił mnie na terapię za tydzień. Rzeczywiście – podczas tego tygodnia dwukrotnie jeszcze miałem atak, ale znacznie lżejszy niż dotąd. Przyjechałem więc ponownie z jeszcze większą ufnością . Znów poczułem ciepło wewnątrz głowy – i odtąd nigdy więcej nie miałem już ataków. Niedawno minęły właśnie cztery lata, jak jestem wolny od bólu. Potem raz jeszcze zaproszony przez pana Tadeusza do Tych, … gdzie zobaczyłem wyświetlany przed terapią film video, bardzo zresztą interesujący – i na tych trzech spotkaniach się skończyło. Odniosły rewelacyjny i błyskawiczny skutek, choć na jakiej zasadzie – nie wiem. Fakt jest jednak niezbity i niejednokrotnie zdarzyło mi się wysłać do pana Tadeusza moich znajomych z przeróżnymi dolegliwościami, nawet trzy pielęgniarki z mojego szpitala trafiły tam za moją namową. Z relacji wiem, że pan Tadeusz pomógł wszystkim. […]? Może jego ręce działają tak jak dwa bieguny – każda ładowana jest innym ładunkiem elektrycznym, a rozładowują się w ognisku schorzenia? A może jego energia wyzwala się na zasadzie różnicy potencjałów? Jest to wciąż wielka zagadka, nauka nie ma jeszcze zdania na ten temat, więc tym bardziej mnie trudno jest formułować hipotezy. Jednego jestem pewien: Tadeusz Cegliński skutecznie mi pomógł, za co zawsze będę mu wdzięczny. Wiem, że jeśli jeszcze kiedyś zacznę cierpieć, w pierwszej kolejności przyjadę do niego”.

 


Doktor Henryk Jarosiński 

„Ujął mnie garnitur Ceglińskiego”

„Doktor Henryk Jarosiński jest lekarzem ginekologiem. Lekarzem z powołania; swojej pracy poświęca bardzo dużo czasu i energii, jest uznanym i lubianym specjalistą. Zawał także dopadł go w pracy, … . Zasugerowano mu bowiem, że powrót do pełnej sprawności może dać prawdopodobnie tylko by-pass czyli operacja polegająca na wymianie uszkodzonych naczyń na zdrowe, pobrane z własnego ciała. […]. Zapisał się więc do kolejki … . Kiedyś, gdy z ciężkim sercem oddawałem w naszym ZOZ-ie kolejne zwolnienie lekarskie, spotkałem koleżankę z pracy . dermatologa – mówi doktor – Pogadaliśmy o moich kłopotach i ona poleciła mi swojego znajomego bioenergoterapeutę. Z entuzjazmem opowiadała, jak pomógł jej w długoletnich problemach ze zdrowiem i namawiała, żebym też spróbował. Ale trafiła na sceptyka. Powiedziałem, że do żadnych Tych nie pojadę. I rzeczywiście nie miałem zamiaru. Lecz tymczasem klinika w Ochojcu ogłosiła remont i termin mojego przyjęcia na badania przesunął się o dwa, trzy miesiące. Czekać z założonymi rękami nie chciałem, pomyślałem o tych Tychach, co mi szkodzi, najwyżej się przejadę. Pojechaliśmy z żoną, bo mnie nawet auta nie wolno było prowadzić. Koszmar. Doktor Jarosiński jechał do CTN bardziej z ciekawości i z chęci jakiegokolwiek działania, niż z nadzieją. Jak potem przyznał, bioenergoterapia kojarzyła mu się do tej pory z szamaństwem, aurą niesamowitości i nawiedzoną atmosferą, jaką czasem otaczają się różni „uzdrawiacze”. Jego racjonalny medyczny umysł buntował się przeciwko wdawaniu się w takie praktyki. Toteż pierwszą rzeczą , która go w CTN ujęła były – jak potem z humorem opowiadał – garnitury Tadeusza Ceglińskiego … . Spodziewałem się wszystkiego – łącznie z facetem w czarnej pelerynie, puszczającym jakieś dymy. Tymczasem było bardzo normalnie; tak normalnie, że wzbudziło to zaufanie. Spodobał mi się film wyświetlany przed seansem, z mnóstwo konkretnego materiału naukowego. Gdy za chwilę poznałem samego Tadeusza Ceglińskiego, ujął mnie entuzjazmem i zaangażowaniem we własną działalność. Postanowiłem, że nawet jeśli okaże się, że trzeba mi zrobić by-pass, to mogę tu sobie w międzyczasie pochodzić. […]. Po dziesięciu wizytach w Tychach doczekał się swej kolejki w klinice i cewnikowanie serca wreszcie przeprowadzono. Badanie wykazało zmianę w okolicy podwsierdziowej, ale drożność naczyń była prawidłowa; nie wykryto żadnych zmian, które mogłyby przemawiać za rozwiązaniem chirurgicznym. Ostateczny wniosek zespołu kardiologów brzmiał; „Pańscy koledzy w Dąbrowie musieli się pomylić w rozpoznaniu – to chyba nie był zawał. Po zawale zmiany nie cofnęłyby się tak szybko, w ciągu zaledwie sześciu miesięcy.” Odpowiedziałem, że moi koledzy w Dąbrowie obsługują na swoim oddziale kardiologicznym spory rejon liczący ponad dwieście tysięcy osób i załatwiają u siebie setki skomplikowanych przypadków, więc rozpoznanie zawału nie przekracza ich kompetencji – wspomina doktor – Zresztą nie dyskutowałem dłużej na ten temat. Później, na osobności, zapytałem jednak lekarza o jego stosunek do medycyny niekonwencjonalnej, przyznając się do terapii u Tadeusza Ceglińskiego. Spodziewałem się jakiejś gwałtownej reakcji, jednak on nie widział problemu. Odpowiedział, że skoro mi to pomogło, to znaczy że działa. Pan doktor został wypisany z Ochojca w grudniu, a następnego dnia po Bożym Narodzeniu otrzymał zaświadczenie o zdolności do pracy. Jeszcze tylko w styczniu zrobiono mu badanie izotopowe w Klinice Śląskiej Akademii Medycznej, które potwierdziło, że operacja nie miałaby obecnie żadnego uzasadnienia. Aktualne EKG także okazało się znacznie lepsze niż poprzednie. Dalszych wizyt u Ceglińskiego doktor już nie podjął; w CTN był potem jeszcze tylko raz, zawożąc tam krewnego z łodzi, także chorującego na serce. Sam czuje się dobrze, pracuje normalnie. Niektórym swoim pacjentkom, zwłaszcza z mięśniakami, sugeruje wizyty u Ceglińskiego, przeważnie z dobrym efektem – w kilku przypadkach odsunęła się w ten sposób groźba operacji. Czasem też zastanawia się , ze swojego lekarskiego punktu widzenia, nad fenomenem bioenergoterapii. Myślę, że jest to zjawisko, które trzeba by rozpatrywać pod kątem fizycznym lub biofizycznym. Prawdopodobnie chodzi o przepływ jakiejś energii, która potrafi zmienić dipol magnetyczny; szybka zmiana natężeń może powodować szybką regenerację czy odnawianie komórek. To nie ma nic wspólnego z medycyną, to czysta fizyka. Nie potrafię oczywiście tego wyjaśnić , w każdym razie taka terapia ma dużą przyszłość. Myślę , że ludzie o podobnych do pana Ceglińskiego zdolnościach istnieli zawsze, ale przez całe wieki nie mogli się ujawniać, bo albo ich palono na stosie, albo król czy cesarz trzymał ich na dworze tylko dla siebie. Teraz są traktowani znowu nie całkiem normalnie, ponieważ niektórzy z nich sami psują temu środowisku opinię – właśnie przez te dymy i nawiedzoną atmosferę. Ja miałem szczęście trafić od razu do prawdziwego healera”.

 

Doktor Andrzej Dzikowski

„To nie jest zwykła sugestia”

„Jestem lekarzem, pracuję w górniczej służbie zdrowia – opowiada o sobie doktor Andrzej Dzikowski. – Ale cóż , okazało się , że lekarze też chorują. Cierpiałem bardzo z powodu choroby wieńcowej i w końcu dwa i pół roku temu, zrobiono mi by-pass. Po operacji czułem się bardzo dobrze, ale pół roku później zapadłem na przewlekłe wirusowe zapalenie wątroby typu C. Leczenie w Klinice Chorób Zakaźnych w Bytomiu przedłużało się, zdecydowano się więc na kurację interferonem, który jest lekiem bardzo silnym i powoduje niestety poważne skutki uboczne – wysoką temperaturę, dreszcze, bóle stawów, obniżenie ilości płytek krwi, a nawet wypadanie włosów. W moim przypadku ważne było także to, że może zaostrzyć chorobę wieńcową. Okazało się jednak, że u mnie nie wystąpił żaden z tych objawów. Po długiej kuracji morfologia jest w porządku, pozostałe wyniki badań także, próby wątrobowe wypadają dobrze. Wszyscy dziwią się bardzo jak się to dzieje, bo w zasadzie nie zdarza się , żeby podczas leczenia interferonem nie było skutków ubocznych. Wydaje mi się, że znam tę tajemnicę. Jestem przekonany, że dotyk rąk pana Ceglińskiego działa na mój organizm jak najlepszy lek osłonowy. […]. A jak on sam, jako lekarz, tłumaczy sobie swój dzisiejszy dobry stan? Czuję tak wyraźne ciepło podczas dotyku pana Tadeusza, że nie mogę negować istnienia jakiegoś bardzo konkretnego zjawiska fizycznego, które w momencie terapii zachodzi. […]. Nie potrafię natomiast wyjaśnić mechanizmu tego działania i na dzisiejszym etapie wiedzy medycznej nikt tego jeszcze nie może zrobić. Pan Tadeusz działa po prostu zgodnie z jakimś naturalnym zjawiskiem przyrodniczym, jeszcze przez naukę nie odkrytym, co nie znaczy nie istniejącym. Przecież wiele zjawisk dopiero po latach otrzymało wyjaśnienie i uzasadnienie naukowe. W każdym razie w przypadku pana Ceglińskiego raczej nie wchodzi w grę zwykła sugestia bo jak w takim razie tłumaczylibyśmy przypadki poprawy u chorych niemowląt? Sam pan Tadeusz nie wie jak to robi – jego ręce po prostu tak działają”.

 

Doktor Barbarą Chrobok

„Laser też leczy niewidzialną energią”

„Z panią doktor dermatolog Barbarą Chrobok rozmawiamy w jej gabinecie, lecz tym razem to ona – choć w białym fartuchu – występuje w roli pacjentki. Pacjentki Tadeusza Ceglińskiego. Poznali się zresztą w tym właśnie gabinecie; Tadeusz odwiedzał znajomego lekarza chirurga z tej samej przychodni, zaprzyjaźnionego także z panią doktor i obaj wpadli do niej na chwilę. Cegliński, chcąc zademonstrować jej ciepło swych dłoni, wykonał na niej mini-seans terapeutyczny. Zupełnym przypadkiem akurat w momencie, gdy pani doktor cierpiała na długotrwałe zaburzenia żołądkowo-jelitowe i bardzo źle się czuła. Po tym jednym przypadkowym dotyku dolegliwości ustąpiły, lecz lekarka specjalnie się nad tym nie zastanawiała. Nie wiedziała nic o Ceglińskim, ani o bioenergoterapii jako takiej, a tym bardziej nie sądziła, że już wkrótce zostanie jedną z najwdzięczniejszych pacjentek Tadeusza. Pani doktor miała bowiem poważny problem. Problem, z którym żyła dokładnie siedemnaście lat i który według specjalistów miał pozostać już dożywotnim. Miałam wtedy 22 lata – wspomina – i byłam studentką trzeciego roku medycyny. Podczas wakacji, z do dziś nie wyjaśnionej przyczyny, doznałam ostrego zaburzenia krążenia w mózgu. Czy był to mikro wylew, czy obkurczenie się jakiegoś naczynia nie zdołano dojść, nie mniej efektem było powstanie ogniska martwiczego w punkcie podkorowym. Skutek – obniżenie napięcia w mięśniach lewej połowy ciała, czyli mówiąc bardziej obrazowo, ścierpnięcie całej lewej strony. Nie było to zaburzenie ruchu, tylko zaburzenie czucia, tak jak podczas zdrętwienia. Bardzo dziwny stan, bo inaczej czułam dotknięcie w prawą rękę, a inaczej w lewą. To samo z nogami. Spędziłam cały miesiąc na oddziale neurologicznym w szpitalu, gdzie zastosowano leczenie krążeniowe. Pobyt ten wspominam jako jeden wielki stres; dla młodej dziewczyny jaką wtedy byłam, przebywanie na neurologii wśród ludzi sparaliżowanych, dotkniętych niedowładami, w bardzo ciężkich stanach, to był szok. […]. Dowiedziałam się bowiem, że ta „inność” lewej strony ciała pozostanie już na zawsze. Pewne komórki w mózgu zostały zniszczone i trzeba się z tym pogodzić. Był to dla mnie spory stres. W jakiś czas po spotkaniu z Tadeuszem Ceglińskim w swoim gabinecie pani doktor pomyślała, że być może ten bioenergoterapeuta mógłby pomóc i w tej sprawie. Skonsultowała się z kolegą chirurgiem, który wtedy przyprowadził do niej Ceglińskiego; ten przyklasnął pomysłowi. Sama pani doktor o bioenergoterapii nie wiedziała nic. Była jedną z tych nielicznych osób, które artykuły i programy na ten temat zawsze świadomie omijają. […]. Nie oczekiwałam po tym spotkaniu niczego, bo miałam świadomość, że nowe komórki w mózgu już mi nie powstaną. Ale może jako środek zapobiegawczy na przyszłość… W niewidzialną energię wierzyłam zawsze, bo sama w swojej pracy posługuję się laserem – jego działanie też jest niewidzialne, a pomaga. Atmosferą na seansie byłam mile zaskoczona, … . Ciepło podczas dotyku poczułam naprawdę bardzo silne, … - i nagle zorientowałam się, że nie czuję swojej zwykłej „inności” lewej strony ciała. Było jakość dziwnie, albo raczej - po raz pierwszy od wielu lat normalnie. […]. Przypuszczam, że gdyby teraz zbadał mnie neurolog, jego stopień zdziwienia byłby jeszcze większy niż mój, bo on w świetle swojej wiedzy wie, że jest to nie do osiągnięcia za pomocą żadnych leków ani żadnej operacji”.



Doktor Zdzisław Czarnożyński  

„Przekonała mnie poprawa stanu żony”

„Doktor Zdzisław Czarnożyński najpierw przywoził do CTN swoją żonę. Dziś po pół roku od jej pierwszej wizyty, pacjentem Tadeusza Ceglińskiego jest także on sam. Przekonała go oglądana na własne oczy poprawa stanu żony. Przedtem zajmował wobec bioenergoterapeutycznych działań Ceglińskiego postawę wyczekującą. Choć to nikt inny jak drugi lekarz - niegdyś także pacjent Ceglińskiego – polecił jego żonie tego właśnie bioenergoterapeutę. Mój mąż nie miał chyba z początku wielkiego przekonania do tych wizyt, ale z drugiej strony nieba by mi przychylił, żebym tylko przestała cierpieć – mówi pani Janina Czarnożyńska – A męczyłam się bardzo, bowiem od dłuższego czasu zamiast chodzić, zaledwie kuśtykałem, i to z wielkim bólem. Mój prawy staw biodrowy został zakwalifikowany do wymiany. Endoproteza była, jak się wyrażono, nieunikniona, pozostawała tylko kwestia czasu. Starałam się przedłużyć własną sprawność przez różne masarze i rehabilitację, ale bez większych skutków. Nie mogłam chodzić, a nawet dłużej stać, miałam problem, by w łóżku obrócić się na prawy bok. Dodatkowo cierpiałam na tzw. Chorobę Renarta, objawiającą się bieleniem rąk i nóg przy każdym, nawet najmniejszym zdenerwowaniu. Gdy się zdenerwowałam, wszystko wypadało mi z rąk. Cięższych rzeczy w ogóle nie mogłam nosić, bo dłonie natychmiast bielały. W takim właśnie stanie przyjechałam do pana Tadeusza w grudniu 1995r. Po pierwszej i drugiej wizycie nic nie odczułam. Po trzeciej natychmiast, gdy podjechaliśmy pod dom, złapałam torbę i wbiegłam na pierwsze piętro. Mąż pobiegł za mną, zdumiony co się dzieje - zamiast kuśtykać prawie biegnę, i to z ciężarem w rękach. Normalnie to on nosił przecież takie torby, były niepodobieństwem, by mnie się to udało. Ten moment był chyba jakimś przełomem, bo odtąd zaczęłam chodzić prawie normalnie. Pewnie, że i teraz trochę boli, ale chodzę! A przy okazji pozbyłam się tego bielenia kończyn. Po prostu zniknęło. […]. Myślę, że masaż bioenergoterapeutyczny, jaki stosuje Tadeusz Cegliński, jest bardzo dobrym uzupełnieniem normalnego leczenia środkami konwencjonalnymi – mówi doktor Czarnożyński”.



Doktor Wanda Kopińska

„Szkiełko i oko to za mało”

„Po kilkudziesięciu latach pracy wykonywanej na stojąco łatwo o dolegliwości nóg i kręgosłupa. Nie ominęły pani doktor Wandy Kopińskiej, … . Kręgosłup sprawiał największy ból w odcinku lędźwiowym i szyjnym. A nogi… Bóle, obrzęki i zapalenie żył trwały przez trzy lata bez przerwy, tabletki pomagały tylko chwilowo, no bo ta praca na stojąco… Latem 1994 r. wywiązało się kolejne zapalenie żył głębokich. Boże jak ja cierpiałam – wspomina pani doktor. – W dodatku żyłam w ciągłym strachu, by nie wytworzył się zator. Rozglądałam się właśnie za nowymi tabletkami, gdy w telewizji zobaczyłam program o Tadeuszu Ceglińskim – wypowiadali się lekarze i naukowcy z Niemiec, którzy badali jego właściwości. Natychmiast poczułam, że muszę się do niego dostać. Przyjechałam do Tych, ale poddałam się zaledwie trzem seansom terapeutycznym; stan zapalny minął błyskawicznie, bóle skończyły się raptownie i trwale – już dwa lata mam spokój. Nawet nie myślałam aby jeździć na dalsze spotkania, bo zupełnie wyzdrowiałam. Pytamy panią doktor co sądzi o tym wszystkim jako lekarz; w końcu medycyna klasyczna jakiej ją uczono nie notuje takiego zjawiska jak bioenergoterapia. Jeszcze na studiach uważałam, że w medycynie szkiełko i oko to za mało. Lekarz powinien mieć szersze spojrzenie i mniej „urzędowe” podejście do chorych; … . Osobiście dopuszczam istnienie w medycynie zjawisk irracjonalnych i wcale się tego nie wstydzę, choć znajomi lekarze mieli do mnie pretensje, że chodzę po znachorach”.

 

 

 Prof. dr hab. n. med. Leszek Wdowiak 
„To jest niewytłumaczalne”

„Prof. dr hab. n. med. Leszek Wdowiak z Akademii Medycznej w Lublinie swą wiedzę i tytuły medyczne zdobył w służbie medycynie akademickiej, jak najbardziej konwencjonalnej. Niedawne, przypadkowe spotkanie z Tadeuszem Ceglińskim sprawiło, że po raz pierwszy stanął oko w oko ze zjawiskiem, którego istnienie dotąd negował. Oto wspomnienie o tym spotkaniu i refleksja jaką ono wywołało. „Sceptycznie podchodzę do tzw. uzdrowicieli – mówi prof. Wdowiak. – Jedynie seanse Tadeusza Ceglińskiego budzą moje uznanie. Spotkałem go w Ustroniu. Powiedziałem, że jestem profesorem medycyny. Odpowiedział, że też pomaga ludziom. Roześmiałem się i zaproponowałem, żeby pomógł mnie. Miałem silne bóle wieńcowe. Dotknął mnie, poczułem gorąco. Bóle minęły. Byłem zdrowy, nie mogłem tego wytłumaczyć. Pomógł mi jego dotyk, chciałem sprawdzić, co będzie dalej. Spotkaliśmy się kilkakrotnie. Bóle ustąpiły. Jak to wyjaśnić? Z medycznego punktu widzenia jest to niewytłumaczalne”.

Podczas wizyt w lecznicy Ministerstwa Zdrowia, Towarzystwie Lekarskim w Warszawie i Śląskiej  Akademii Medycznej z energią emitowaną z dłoni Tadeusza Ceglińskiego zapoznało się wielu wybitnych i bardzo znanych profesorów medycyny, którzy twierdzili  podobnie jak  prof. Witold Tuganowski. „Nie można przecież negować istnienia zjawisk, których istoty nie znamy, nie byłoby wtedy nauki”. 



Prof. dr hab. n. med. Leszek Wdowiak, konsultant krajowy i ekspert naukowy ds. medycznych organów administracji państwowej z Akademii Medycznej w Lublinie z Tadeuszem Ceglińskim podczas terapii dotykiem.

 
CO NA TO TADEUSZ  CEGLIŃSKI ?

 

„Niestety, nie mam żadnych wstrząsających tajemnic. Z moim niezwykłym darem po prostu się urodziłem, i nawet nie umiałbym wymyślić jakiegoś dobrego „książkowego” opisu praktyk, którymi go w sobie podtrzymuję. Nie uprawiam żadnych medytacji, nie pobieram energii z kosmosu, nie przesyłam energii na odległość, nie miewam objawień, że jestem naśladowcą Chrystusa. No trudno – zwykły facet, z takim akurat talentem. Jedni mają talent malarski, inni muzyczny lub pisarski, a ja mam uzdrawiające ręce.

Przekonuje mnie teoria naukowców i lekarzy, że te ręce emanują jakąś energię o istocie nie znanej nauce i odpowiada mi koncepcja, że każda choroba jest zaburzeniem równowagi energetycznej organizmu, a leczenie polega na przywróceniu tej równowagi. Chory organizm jest często za słaby, by przywrócić ją samodzielnie, i dopiero dawka energii otrzymana z zewnątrz pobudza system immunologiczny do obrony. Hipoteza, że taką dawkę energii pacjent otrzymuje z moich rąk jest dla mnie przekonywująca i myślę, że tak to się właśnie odbywa – nie tyle leczę, co pobudzam organizm pacjenta, żeby uruchomić mechanizm samoleczenia. Mnie jednak wciąż interesuje coś innego – skąd ta energia we mnie się bierze ?

O mocy mojego dotyku jestem przekonany od ponad 35 lat. Przychodzi do mnie po pomoc wiele ludzi, część z nich zadowolona z efektów terapii po jakimś czasie wraca. Są tacy, którzy odzyskali zdrowie i już nie mają potrzeby przychodzić, ale też są ci, którzy odeszli, moc uzdrawiania to nie dawanie nieśmiertelności. Moja energia dała im wyciszenie i komfort odchodzenia bez bólu. Bardzo związuję się emocjonalnie z pacjentami, historie wielu z nich pamiętam jak dziś. Mógłbym opowiadać w nieskończoność, bo tak wielu ludzi cierpiących spotkałem w swoim życiu i zrobiłem wszystko, aby im pomóc. Jestem oddany ludziom i pochłonięty tym, co robię. Cieszę się nawet najmniejszym pozytywnym efektem u chorego i właśnie jak największych efektów, wszystkim najserdeczniej życzę”.


O Tadeuszu Ceglińskim i efektach jego oddziaływań można przeczytać w książkach, które zostały wydane w celu dokumentowania działalności bioenergoterapeuty. 
Zamieszczono w nich wiele opisów konkretnych przypadków, w których skutecznie pomógł. Ogromna ich liczba stawia Tadeusza Ceglińskiego na miejscu przynależnym osobom WYBITNYM.

Jeden egzemplarz książki „PRZEZ DOTYK” otrzymał Ojciec Święty Jan Paweł II.  W odpowiedzi na przesłaną książkę, Tadeusz Cegliński otrzymał podziękowanie z Watykanu: 

 

Szanowny Panie.

W imieniu Jego Świątobliwości Jana Pawła II dziękuję Panu serdecznie za nadesłany dar w postaci książki. Ojciec Święty wdzięczny za tę szczerą życzliwość i oddanie dla Jego Osoby, które są znakiem pamięci i duchowej z Nim łączności , prosi Boga w modlitwie o potrzebne łaski w życiu osobistym i rodzinnym, a zwłaszcza o pogłębienie wiary, ożywienia nadziei i umocnienie w chrześcijańskiej miłości czynnie służącej bliźnim. Ojciec Święty na czas Wielkiego Jubileuszu Roku 2000 przesyła Panu i Jego Bliskim swe Błogosławieństwo. 

Z wyrazami Mons. Pedro López Quintana Asesor” (Watykan 26 października 2000r.)